środa

Żyć?

Milion myśli rodzi się w mojej głowie na sekundę... żyć? dać sobie z tym spokój? Jedni twierdzą że samobójcy to tchórze, którzy boją się żyć.. ale to tylko gadanie. Ktoś kto przeżywa wszystko emocjonalnie nie jest tchórzem, próbuje z tym walczyć ale nie wychodzi. 
Łzy które spływają jedna po drugiej po mojej twarzy mówią "poddaj się, nie warto żyć", ale serce mówi "masz dla kogo żyć" Dla kogo? Dla dziewczyny która powiedziała że nie może być ze mną bo nie czuje się przy mnie bezpieczna, bo jej nie obronię? Dla rodzeństwa, którego jestem tylko człowiekiem? Dla ojca, który w brutalny sposób znęca się nad moją psychiką? Dla przyjaciół, gdzie nie wiem komu mogę ufać? I wtedy pojawia się mama, która mnie kocha... ale powoli też się od siebie oddalamy..
W ręku żyletka.. ale jednak coś mnie powstrzymuje, wyrzucam ją przez okno ale to i tak nie pomaga. 
Do piątku muszę zapłacić pieniądze na akademik, w przeciwnym razie jeśli tego nie zrobię mogę się pakować. Ale oczywiście ukochany Tatuś twierdzi że nie ma pieniędzy... to co kurwa mam żebrać, włamać się do banku? Choć bym miał umrzeć nie zrobię tego, nie stoczę się... 
Kolejna myśl, może tak musi być? Może to ja zostałem wybrany przez Boga abym sobie z tym poradził, rzucił mnie na głęboką wodę i zobaczy czy wyjdę cało.. Czy Bóg istnieje? Nie wiem... 
Ostatnia łza spłynęła po mojej twarzy, stałem się suchy. Jak drzewo o które się nie dba, pielęgnuje. Dlaczego nie mogę mieć osoby na której mogę polegać? Bezgranicznie ufać? Nie wiem... 

"Nie znasz składu powietrza, którym oddychasz. To powietrze cię zabija, widzę to"

29.01.2014

Jak to jest być osobą upokarzaną, obgadywaną przez większość swojego życia? Wielu z Nas zadaje sobie to pytanie. Nigdy nie byłem rozumiany przez innych, ludzie uważali mnie za człowieka niegodnego uwagi. Wszystko zaczęło się od mojego ojca, który każdego dnia pił, a następnie bił. Człowiek katowany przez osobę dzięki której masz życie nie może sobie poradzić, jest w strasznie rozbity, nie doświadcza miłości, zrozumienia. Bo co? Bo wolałem pomagać mamie w domu niż naprawiać z Nim samochody? No kurwa, każdy ma prawo do własnego życia, własnej wolności. Czuję się jak ptak, który został wychowany w ZOO i całe swoje życie spędza w klatce. Nie może doświadczyć tego co inni ludzie. Mija kolejny rok, miesiąc, tydzień, dzień w moim życiu a ja wciąż pamiętam to gdy brał pasek i mówił "jesteś nikim"... po czym uderzając Cię tam gdzie popadnie krzyczał jak opętany a ja razem z Nim... Jedni mówią że "czas leczy rany". Gówno prawda. Czas przypomina jak dawno to się stało i zadajesz sobie pytanie "dlaczego ja?". Ojciec mówił że "Bóg tak chce". A przecież Wszechmogący jest dobry, miłosierny więc dlaczego pozwolił na to? Wiem jedno, że zapytam Go o to, gdy stanę u Bram Niebios. Czy ktoś powiedział Ci coś co nie jest zgodne z prawdą? Mnie tak, na początku gimnazjum wszyscy myśleli że jestem homoseksualistą. A dlaczego? Dlatego, że ukochana przyjaciółka która twierdziła że nie jest fałszywa, puściła famę no i zaczęło się.. Na każdej przerwie "o patrz, to ten gej!", "zobacz jak on wygląda!". To jest moje pierdolone życie, ja decyduje co się wydarzy i w każdej chwili mogę je zakończyć ze świadomością, że "tam" będzie lepiej... Ludzie którzy wzorują się na tym co powiedzą inni i patrzą na wygląd są dla mnie nikim... Nienawidzę się żalić innym osobą o moich problemach, dlatego wszystkie moje uczucia przelewam na komputer. To, że jestem  kurwa wrażliwy i nie cierpię gdy drugiej osobie dzieje się krzywda, że po prostu gdy mam problem to siedzę sam zamknięty w czterech ścianach i płacze to jestem nienormalny? Nie! To Ty jesteś nienormalny bo nie wiesz co czuję, ktoś kto nie doznał czegoś na własnej skórze nie ma prawa mi mówić że "wiem co czujesz"...