Łzy które spływają jedna po drugiej po mojej twarzy mówią "poddaj się, nie warto żyć", ale serce mówi "masz dla kogo żyć" Dla kogo? Dla dziewczyny która powiedziała że nie może być ze mną bo nie czuje się przy mnie bezpieczna, bo jej nie obronię? Dla rodzeństwa, którego jestem tylko człowiekiem? Dla ojca, który w brutalny sposób znęca się nad moją psychiką? Dla przyjaciół, gdzie nie wiem komu mogę ufać? I wtedy pojawia się mama, która mnie kocha... ale powoli też się od siebie oddalamy..
W ręku żyletka.. ale jednak coś mnie powstrzymuje, wyrzucam ją przez okno ale to i tak nie pomaga.
Do piątku muszę zapłacić pieniądze na akademik, w przeciwnym razie jeśli tego nie zrobię mogę się pakować. Ale oczywiście ukochany Tatuś twierdzi że nie ma pieniędzy... to co kurwa mam żebrać, włamać się do banku? Choć bym miał umrzeć nie zrobię tego, nie stoczę się...
Kolejna myśl, może tak musi być? Może to ja zostałem wybrany przez Boga abym sobie z tym poradził, rzucił mnie na głęboką wodę i zobaczy czy wyjdę cało.. Czy Bóg istnieje? Nie wiem...
Ostatnia łza spłynęła po mojej twarzy, stałem się suchy. Jak drzewo o które się nie dba, pielęgnuje. Dlaczego nie mogę mieć osoby na której mogę polegać? Bezgranicznie ufać? Nie wiem...
"Nie znasz składu powietrza, którym oddychasz. To powietrze cię zabija, widzę to"
krwawię cicho żyjąc
OdpowiedzUsuń